piątek, 1 lipca 2011

Festiwal Dizajnu - Galeria Sfera w Bielsku Białej.

Dziś krótki szybki wpis, dlaczego szybki, bo Festiwal Dizajnu Bielskie Sploty trwa tylko 3 dni (1-3 lipiec) macie jeszcze czas w sobotę i w niedziele do odwiedzenia Galerii Sfera w Bielsku Białe. Celem najważniejszym jest promocja młodych talentów artystycznych. Wykłady na temat włókiennictwa w naszym mieście, bardzo ciekawe bo prowadzone przez samych znawców tematu. Warsztaty malowania na jedwabiu ...... szkoda, że taka kiepska pogoda, więc nie wszystkim będzie się chciało wyjść z domu.  



Mieliśmy przyjemność spotkać się z dziewczynami Hankove (dla odmiany coś nie z Chin - ręczna robota, świetne pomysły ) zerknijcie kochani na jej stronę - niezły talencik :)


Kasia z ekodizajn pokazała nam co można stworzyć ciekawego z przedmiotów praktycznie nie do wykorzystanie czyli recycling. 


Oczywiście spotkaliśmy naszych znajomych Sztuka Beskidzka  cudotwórcy pięknych dywanów, ręcznie tkanych, filcowanych. Dywany marzenie, ale do spełnienia. Wielu naszych klientów cieszy się tymi cackami w swoich domach. 

Oczywiście odpocząć i podziwiać można było meble firmy Marbet Styl . Na pierwszym planie  prezentowały się hokery, inspirowane kobiecym oraz męskim manekinem krawieckim, zaprojektowane przez Nataszę Pavluchenko znaną bielską utalentowaną projektantkę mody.



Życzę udanj soboty i niedzieli :)

poniedziałek, 23 maja 2011

Lamp firmy Terzani.

Kochani dziś krótki wpis, bardziej zależało mi na zdjęciach lamp firmy Terzani, które robiły ogromne wrażenie na targach w Mediolanie.
Zrobione z cieniutkich srebrnych łańcuszków, tworzyły niepowtarzalne formy. Najdłuższy miał 2,70 m ale,..... :). Katalogi można ściągnąć na ich stronie.

Wszystkie lampy są wykonywane ręcznie a najpiękniejsze wiszą w Hotelu Miami Beach czy Hotelu Sankt Petersburg.

Jak Wam się podobają ?





:)

niedziela, 8 maja 2011

Krzesła, fotele, leżaki

Jak próbuje sobie przypomnieć co najbardziej utkwiło mi w głowie po targach w Mediolanie. Zamykam oczy i widzę.... krzesła tysiące krzeseł, foteli w różnych postaciach, rozmiarach i kształtach.
Najbardziej charakterystyczne fotele tych targów to NEMO – Fabio Novembre. Oblężane przez tłumy ludzi fotografujących kolorowe cudeńka.  Czy może dlatego, że wywiad z Donatellą Versace był nakręcany właśnie przy nich. Chyba nie. Myślę, że to za sprawą niesamowitego projektanta, architekta Fabio. Zapraszam na jego stronę, ja jestem w szoku. 
Jednak z czystym sumieniem mogę stwierdzić dość wygodne, chociaż zrobione z tworzywa.

Recycling na targach też miał sens :) krzesełka zrobione z odzieży i sprasowane w jedną sztywną całość. Nie miałam odwagi usiąść, żeby nie zepsuć dzieła.  

Szaleństwo pod każdą postacią, Jednak dzisiejszy post troszkę krótszy w opisy zobaczcie moje zdjęcia dziwadełek – krzesełek. 





Zdjęcia zostały zrobione wspólnie Kasia, Ja 

Dzisiejsze popołudnie poświęcam nurtującemu mnie FACEBOOK-owi gdzie założyłam nasze konto i wciąż nie mogę wszystkiego poustawiać.


.. Prędzej czy później i tak tu się znajdziesz .... kiedyś usłyszałam taki tekst i co, mnie też pochłania internetowy świat tego portalu


sobota, 30 kwietnia 2011

Salone Internazionale del Mobile

Po długi przerwie nareszcie jestem. Nie wiem, od czego zacząć. ...14 kwietnia wraz z naszymi przyjaciółmi Kasią i Tomaszem, ( którzy uważają nas za dziwaków, ale jednak się z nami przyjaźnią) wyjechaliśmy na targi do Mediolanu. Marzyłam o nich od dłuższego czasu może nie od 50 lat, ale przynajmniej od 10 .
Nie będę podawała wszystkich cyfr ilu było wystawców odwiedzających i tak dalej. Napiszę tylko powierzchnia wystawiennicza to 230 tysięcy metrów kwadratowych. Uwierzcie mi, pierwszy raz w życiu spuchły mi nogi, choć obuwie było odpowiednie.




Salone Internazionale del Mobile to jedne z większych międzynarodowych targów na świecie. W tym roku były wyjątkowe, bo okrągła 50 rocznica założenia. Robiły ogromne wrażenie.

Kiedyś usłyszałam takie słowa od znajomego architekta” ...każdy ceniący się architekt, projektant, dekorator wnętrz powinien na tych targach być” i spokojnie ja też mogę się pod nimi podpisać, to, co widziałam nigdy nie odda żaden katalog czy zdjęcie.

Pomacałam, posiedziałam, poleżałam i zakochałam się przynajmniej w połowie wystawianych rzeczy. Co prawda Philippe Starck czy Donatelli Versace oraz Zahy Hadid nie widziałam (a podobno byli), ale ich działa i owszem. Polski akcent również się pojawił. Kilka znanych firm i naszych zdolnych projektantów między innymi Tomek Rygalik...

Kasia i Ja

Takie targi mają sens dla obu stron. Bardzo ciekawy sposób pozyskiwania nowych kontrahentów. Można było dostać wizytówkę czy katalog, a na niektóre stanowiska wejść tylko po zostawieniu swojej wizytówki. Większość firm skrupulatnie robiło notatki skąd Jesteś, czym się zajmujesz, i co Ci się podoba i w jaki sposób możemy z Tobą współpracować.

Pomysł na nawiązywanie współpracy i statystykę, świetny. :) Po targach musimy zamówić nową partię wizytówek, ale co tam, opłacało się. Dwie torby, nowych kontaktów, katalogów i co najważniejsze nowych pomysłów na projektowanie ciekawych wnętrz.

Spróbuje w następnych postach pokazać Wam, moi drodzy, co mnie zainteresowało, zaskoczyło a przede wszystkim, co się dzieje w „wielkim świecie”.

Salone było podzielone na trzy swego rodzaju grupy DESIGNU, CLASSIC i OŚWIETLENIE. Design dał mi nowe spojrzenie na funkcję i ergonomię. Classic na przepych i rzemieślniczy kunszt. Oświetlenie to to, czego najbardziej mi brakuje w Polsce, bo niby jest tak wiele firm a w rezultacie jest mały problem z doborem oświetlenia. Jednak teraz jestem zaopatrzona we wszystko, co było mi potrzebne i gotowa do twórczej pracy.

Dziękuje Tomaszowi, który wspierał mnie swoim doskonałym włoskim.:) To oczywiście nie czas na postanowienia, ale dobrze by było zacząć się uczyć tak już na 100% włoskiego.
 Tomasz i Ja


Nie będę się rozpisywała o mojej miłości do Italii i jej kuchni, bo to nie blog kulinarny, ale trochę smakołyków udało się nam przywieźć.


UDANEJ MAJÓWKI WAM ŻYCZĘ.:)

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

William Morris – Morris & Co – najnowsza kolekcja 2011.


Dlaczego kocham kolekcje Wiliama Morrisa? Za ich ponadczasowość, kolorystykę, wzory i stworzenie ruchu arts & crafs – odrodzenie sztuki i rzemiosła.

John Ruskin twierdził, że rewolucja przemysłowa poprzez masową produkcję doprowadziła do upadku gustu, osobowości i moralności ludzi, a ratunek jest we współpracy artysty i rzemieślnika oraz powrocie do prostaty i rzetelności rzemiosła artystycznego.
Bardzo trafna uwaga, oczywiście nie musimy się z tego powodu cofać do 1850 roku, ale zaczynam się zastanawiać czy teza Ruskina nie odnosi się również do naszych czasów i rewolucji przemysłowej: dużo i „byle jak”.

Jednak wróćmy do Morrisa.
Wiliam Morris (1834-1898) był jednym z najbardziej wpływowych projektantów XIX wieku. Morris to główna postaci ruchu Arts and Crafs, angielski architekt, malarz, dekorator wnętrz, projektant mebli, pisarz, prekursor modernizmu. Pod jego kierownictwem firma Morris & Co rozwijała się wspaniale, słynęła przede wszystkim z pięknych tapet i tkanin. 

Dzisiaj Morris & Co nadal produkuje ówczesne wzory wprowadzając innowacyjne technologie druku i tkactwa. Oczywiście w dalszym ciągu zachwycając nas ponadczasowym wzornictwem i kolorem.
Z okazji 150 rocznicy Morris & Co przygotowało wspaniałą kolekcję arrasów, aksamitów, adamaszków, haftowanych i drukowanych tkanin. Pokaz rozpoczął są w London Design Week, 13-17 marca 2011 roku. Kolekcja będzie dwukrotnie większa niż zwykle, firma starała się odtworzyć jak najwięcej wzorów, korzystając z źródeł archiwalnych. Dlatego też kolekcja została nazwana ARCHIVE.









Prawdopodobnie za 3 tygodnie będziemy mogli obejrzeć wszystkie wzorniki nowej kolekcji, nie ukrywam, że nie mogę się doczekać. Zobaczyć w oryginale: Złodzieja Truskawek z 1883 roku, wspaniały motyw Karczochów (1898r) zaprojektowany przez Johna Hery Dearle czy też ulubiony motyw Morris – Dmuchawce.
Oczywiście zamówimy najnowszą kolekcję i w najbliższym czasie będzie można w naszym Studio również podziwiać i zamawiać tkaniny i tapety tej firmy.

Miłego dnia moi drodzy, piszę do Was niestety z łóżka z dużą paczką chusteczek i syropków pod ręką.  

niedziela, 27 marca 2011

:) Wiosna, kobieta ...


          Wszyscy czekamy na wiosnę, więc dzisiejszy post troszkę inny. Nie tylko dla kobiet ale im poświęcony. Miesiąc marzec miesiącem kobiet, ciekawie brzmi na pewno się dziwicie ale tak było i dobrze, żeby to się rozwinęło w przyszłym roku jeszcze bardziej. Matki, żony i kochanki, muzy dające natchnienie poetom i malarzom. Kobiety puchu marny , jednak w dzisiejszych czasach nie taki marny, w gonitwie dzisiejszego czasu powinnyśmy znaleźć 5 minut dla siebie.

          Wszystko rozpoczęło się 8 marca na naszym Zamku. Piękna wystawa „Kobiety malują kobiety” znakomite artystki Joanna Sierko – Filipowska, Katarzyna Szydłowska i Marta Węg . Trzy artystki przedstawiły kobietę inną, jedna elegancka, dekadencka, boska niczym z czasów Coco Chanel, inna przemierzająca świat z burzą pięknych włosów o niesamowitym spojrzeniu. Kobieta w oczach kolejnej artystki to uwodzicielka, diablica, anielica, kokietka.

Wystawę warto jeszcze zobaczyć trwa do 24 kwietnia 2011.






          Wystawie „kobiety malują kobiety” towarzyszył Kobiecy Salonik Sztuki zorganizowany w Galerii Zamkowej, to miejsce spotkań nie tylko tego dnia, 17 marca odbyło się spotkanie z Ewą Trzepizur – Dżoga lekarzem medycyny estetycznej, radziła współczesnej kobiecie jak dbać o siebie.

24 marca odbyło się wykład dr Piotra Zdunka (Dyrektora Beskidzkiego Centrum Onkologi) Profilaktyka raka piersi, wykład organizowany był z okazji Narodowego Dnia Życia. 
NAPRAWDĘ WARTO O TYM POMYŚLEĆ.
Wykład był doskonale przygotowany jednak więcej kobiet powinno się dowiedzieć o tej chorobie naszych czasów. Pan Piotr jest świetnym specjalistą wykład dał mi dużo do myślenia. Jednak słowa Lidii Sztwiertnia  znakomitej bielskiej rzeźbiarki.  ... stworzyłam rzeźbę ona, ty, ja i ten problem dotyczy nas wszystkich nie tylko nieznanych kobiet to się dzieje w pobliży nas, nasze przyjaciółki, matki i my to nas może również dotknąć pamiętajmy o tym, weźmy to do serca, zacznijmy się badać....

Pomysł Kobiecego Saloniku Sztuki był doskonały, mam nadzieję, że w przyszłym roku więcej kobiet znajdzie dla siebie te „5 minut”

Miłego poniedziałku i oczywiście czekamy na naszą wiosenkę. 

niedziela, 13 marca 2011

Muzeum wnętrza. Dom Uphagena w Gdańsku.

          Dzisiejszy post będzie nieco historyczny, ale mam nadzieję, że choć trochę Was zaciekawię tym niezwykłym miejscem. Pierwszy raz byłam w Domu Uphagena w 2005 roku zrobił na mnie duże wrażenie, chciałam zobaczyć go ponownie i spojrzeć „innym okiem”. Nie ukrywam, że z czasem zmieniają się nasze potrzeby podziwiani piękna i sztuki..... ładnie ładnie a może po prostu dojrzewamy i potrafimy docenić. 


Krótka historia.
Uphagenowie zaliczani byli do jednych z najbogatszych rodzin, Piotr Uphagen zmarł w 1775 roku pozostawił jednak po sobie ogromny majątek. Jan jego syn urodził się w 1731 roku w Gdańsku, był ławnikiem i rajcą miejskim z zamiłowania historyk.
W roku 1775 zakupił kamienicę przy ul. Długiej 12. Zlecił on przebudowę całego budynku, pracami kierował znakomity rzemieślnik Jan Dreyer. Kamienica wyglądała wspaniale, stosownie do stylu wieku XVIII i oczywiście upodobań właściciela.  Jan był miłośnikiem sztuki, zbiera dzieła wraz ze swoją Abigail. Jan zmarła w 1802 roku....
Kamienica jest jedyną w Polsce, która zachowała swój pierwotny charakter. Stało się to dzięki zapisowi, Uphagena, który zabronił swym spadkobiercom zmian w wystroju domu.
W 1909 roku rodzina Uphagenów podpisała umowę z Magistratem Gdańska o wydzierżawieniu kamienicy 
i od 1911 została udostępniona dla zwiedzających.
W roku 1944, w związku z nasilającymi się działaniami wojennymi, zaczęto ewakuować liczne eksponaty. Niestety po zakończeniu wojny nie wszystkie wróciły na swoje miejsce. Obecnie pieczę nad kamienicą sprawuje Muzeum Historii Miasta Gdańska i po zakończeniu prac konserwatorskich znowu została udostępniona turystom. 


             Wiadomo, że z racji naszego wykonywanego zawodu zwracamy ogromną uwagę na tkaniny w każdej postaci na zasłonach, lambrekinach, meblach i oczywiście na wspaniale obitych adamaszkowymi tkaninami ścianach. Niesamowitą rzeczą było to, że wszystkie dekoracje okien były szyte ręcznie, udało mi się podejrzeć jeden z lambrekinów. Tkaniny do wnętrz zostały odtworzone w Instytucie Włókiennictwa.

              Co jeszcze zrobiło wrażenie, niskie boazerie, dekorowane płycinami, na których malowane były przepiękne rodzajowe scenki, wspaniałe budowle oraz akcenty przyrodnicze, kwiaty ptaki i owady. Płyciny są tak barwne, że rzucają się od razu w oczy. Wszystkie stosownie do każdego charakteru wnętrza, a mianowicie w pierwszym pomieszczeniu zwanej herbaciarnią oczywiście scenki chińskie. W saloniku muzycznym barwne ptaki i owady, w jadalni motywy roślinne. Widać rękę mistrza.

              Czy ktoś robi jeszcze takie sztukaterie? Sufit zdobi rozbudowana dekoracja sztukatorska, która była niegdyś złocona i barwnie laserowana.
Wnętrza barwne niesamowicie, piękne meble, dodatki, tkaniny, w 2 słowach: kolorowo – kolorowo.
 A teraz coś dla uspokojenia niektórych zmysłów, a pobudzenia innych :) schodzimy wąskim korytarzem 
w dół. Na parterze zlokalizowane zostały pomieszczenia gospodarcze: kuchnia i spiżarnia. Zapachów już nie ma, ale tak by się chciało poczuć zapach piekącego się chleba i innych wspaniałych przysmaków. Wnętrze skromne, jednak zaopatrzone w to, co niezbędne w kuchni, wspaniały murowany piec. 








         Myślę, że jeśli będziecie kiedyś w Gdańsku to warto się przenieść na parę chwil do XVIII wieku w Domu Uphagena.